Lista aktualności Lista aktualności

Krypa z drewna

Śladami nadwiślańskiej historii.

Nie trzeba nikogo przekonywać, że tereny na których położone jest Nadleśnictwo Dobrzejewice ukształtowała rzeka Wisła. Nie tylko z przyrodniczego punktu widzenia, ale i historycznego i kulturowego. Życie zwykłych ludzi znad Wisły od wiek wieków, uzależnione było od rzeki. Tu, nad Wisłą, miała miejsce historia emigrantów z Holandii tzw. Olędrów, tu rozwijało się rzemiosło, korzystające z okolicznych leśnych dóbr...

Warsztat znad ruskiej granicy

Jednym z takich rzemieślniczych, nadwiślańskich warsztatów było szkutnia Ernesta Stoyke z Silna.

Silno było ważnym punktem na mapie szkutnictwa wiślanego pierwszej połowy XX wielu. Odgrywało niemałą rolę w gospodarce wodniacko-rybackiej na terenie ziemi chełmińskiej, Kujaw i ziemi dobrzyńskiej. W czasach jej świetności sława szkutni pana Sztoyke docierała wraz z jego łodziami między innymi do Torunia, Fordonu czy Świecia. Jak mówi nam znawca tematu z Muzeum Etnograficznego w Toruniu, już od XIX wieku, na tym odcinku Wisły, nie były widywane dłubanki. Pruskie technologie to ówczesne nowatorskie rozwiązania, co można zauważyć także w sferze rękodzieła. Sama konstrukacja tej pomorskiej łodzi na wysokości dolnego odcinka Wisly, świadczy o innych niż gdzie indziej warunkach żeglugowych. Wisła w tych rejonach była spokojniejsza, uregulowana. 

Dzięki inicjatywie i pracy członków Stowarzyszenia Nasze Silno, została odtworzona historia rodziny Stoyke, oraz powstała replika łodzi pomorskiej – tego ówczesnego super-produktu.

- Tak zwana sztojkowska łódź, w porównaniu z innymi łodziami znanymi z Kujaw, była bardziej jak krypa, miała mniejszy wznios dna w dziobie i w rufie - mówi Artur Trapszyc z Muzeum Etnograficznego w Toruniu.

Mieszkańcy Złotorii na „łodzi sztojkowskiej”. Fot. ze zbiorów Elżbiety Szczepaniec

Była to łódź rybacka i komunikacyjna, zwrotna o wąskim dnie, o trzypasmowej konstrukcji kadłuba. Nieco różniła się od tych budowanych po drugiej stronie Wisły, w Nieszawie.

- Sileńska łódź ma płaski dziób, już za granicą zaborów w Nieszawie dzioby były spiczaste w formie jakby „kloca” – tłumaczy o "wiślanych drewniakach" pracownik muzeum.

Silne zabiegi o Silno

Silno to jedna niewielkich nadwiślańskich miejscowości, położona niedaleko Osieka nad Wisłą - w Gminie Obrowo. Ale to właśnie Silno i okoliczne wsie tworzące tzw. „Drewenzwinkel” to wyjątkowe miejsce na mapie Polski. Dleczego? Tu przebiegała dawna granica zaborów na Wiśle.

Nadwiślańskie tereny były obszarem granicznym, o który spierały się dwa olbrzymie Cesarstwa. Podczas Kongresu Wiedeńskiego (1814–1815) podjęto decyzję o utworzeniu Królestwa Polskiego w unii personalnej z Rosją i granicę wytyczono m.in. na Drwęcy, aż do jej ujścia. Jednak Rząd Pruski zabiegał o to, aby „dobra torunian leżące teraz za granicą w Rosji znalazły się również w ich państwie”. Dzięki tym staraniom, skorygowano rozbiorową granicę prusko-rosyjską. Trójkąt Złotoria – Silno – Lubicz, leżący pierwotnie w Kongresówce, znalazł się w Prusach i nazwany został „Drwęckim Kątem”.

W Silnie znajdowała się rzeczna komora celna (dziś ruiny, pożar w 2016 roku), która sprzyjała rozwojowi osadnictwa w okolicy. Z tego też powodu, wieś była miejscem spotkań różnych narodowości, wyznań i zawodów. Funkcjonowały tu przynajmniej dwie gospody, w których bawili się torunianie, przypływający tu zerknąć na rosyjską granicę.

Silno jako wioska przygraniczna, pełniła również ważne funkcje państwowe. Znajdowała się tu kwarantanna przeznaczona dla flisaków płynących z Królestwa Polskiego

Wycinek z niemieckiej gazety z 1907 r. (tytuł nieznany). Na dole podpis w języku niemieckim, w wolnym tłumaczeniu „Stacja kontroli cholerycznej w Silnie na niemieckorosyjskiej granicy. Budynek główny i zakład dezynfekcyjny”. Źródło: naszesilno.org, ze zbiorów filokartysty Marka Barganowskiego

Na przełomie XIX i XX wieku, Silno zamieszkiwali głównie Niemcy. Okoliczne wsie np. Złotoria, Kaszczorek, czy leżący „za granicą” Cesarstwa Niemieckiego pobliski Osiek, przewagę ludności stanowili zaś Polacy.

Pierwsi mieszkańcy Silna byli potomkami holenderskich mennonitów, których osady rozpościerały się od Gdańska po warszawską Saską Kępę. Silnie związani z Wisłą Olędrzy zasiedlali wsie, które rozdzieliły granice rozbiorowe. Bliźniaczy Łęg-Osiek po rosyjskiej stronie granicy mówił również po niemiecku.

Po włączeniu Pomorza do Polski w 1920 roku, Niemcy nadal stanowili większość mieszkańców w Silnie.

W jednym domu, pod jednym dachem

Ernest Stoyke urodził się w 1877 r. Wraz z żoną Amalią mieszkał do 1945 r. na wiślanej terpie w Silnie. Tu, nad Wisłą, osiedlili się bowiem jego rodzice Emila i Wilhelminy Stoyke, tworząć dwupokoleniową rodzinną historię. Ernest prowadził zakład stolarski. Nie produkował wyłącznie łodzi, można było u niego zaopatrzyć się zarówno w okna, drzwi, jak i naprawić poważniejsze sprzęty.

- Po wojnie do domu Państwa Stoyke władze przydzieliły polską rodzinę – Państwa Gawryszewskich – mówi Marek Skowroński – wiceprezes Stowarzyszenia Nasze Silno – mieszkający w Silnie od dziecka.

Zainspirowany opowieścią o rodzinie Stoyke odnalazł informacje o domu, w którym mieszkali i ich warsztacie. Było to możliwe dzięki uzyskaniu wiedzy od ówczesnych współmieszkańców.

Zbierałem informację na temat lokalizacji nieistniejącego już domu, historie związane z normalnym, zgodnym życiem dwóch narodowości w jednym gospodarstwie – dodaje.

Rodzina państwa Gawryszewskich przed dawnym domem rodziny Stoyke. Fot. ze zbiorów rodziny Gawryszewskich

Pytając o niemiecką rodzinę po wojnie, zachowały się wypowiedzi polskich klientów warsztatu Państwa Stoyke, o tym, że byli „dobrymi Niemcami” i „porządnymi ludźmi”.

Ogólnopolski projekt dla niewielkiego Silna

Dla upamiętnienia współpracy i tolerancji tamtego okresu, regionalnej historii wielu kultur i zawodów, powstał społeczny projekt pt. „Sileńska krypa” w ramach ogólnopolskiego programu: „Patriotyzm Jutra”. Jest to program grantowy Muzeum Historii Polski w Warszawie, który służy odkrywaniu i upowszechnianiu wiedzy z zakresu historii Polski. Wspiera on inicjatywy angażujące społeczności w działania poświęcone pielęgnowaniu i promowaniu lokalnego dziedzictwa i kultury, budowaniu lokalnej tożsamości historycznej. Patronem merytorycznym projektu zostało Muzeum Etnograficzne w Toruniu.

Zupełnie niespodziewanym i niezwykłym efektem projektu „Sileńska krypa” stało się znalezienie „Skarbu z Silna” – depozytu z osobistymi rzeczami jaki pozostawili Państwo Stoyke.

Skarb w lesie ukryty

Uczestnicząca w projekcie „Sileńska krypa” Fundacja Melodia Serc wraz ze „Szkutnia Kmieć i Przyjaciele”, pozyskała stosowne zgody właściciela terenu czyli Lasów Państwowych, Nadleśnictwa Dobrzejewice oraz Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Toruniu i w dniu 6 września 2020 roku zorganizowała wydarzenie o nazwie „Poszukiwania Szkutni Stoyke”. Celem wydarzenia było potwierdzenie lokalizacji warsztatu Państwa Stoyke. Na miejscu byli też członkowie stowarzyszenia Historia Naszej Ziemi oraz doświadczeni detektoryści z Kujawsko-Pomorskiej Grupy Poszukiwawczej. Odkryto przedmioty (głównie gwoździe), które potwierdziły, że w miejscu wskazanym jako dawny dom Państwa Stoyke, faktycznie były prowadzone prace stolarskie. Największe emocje towarzyszyły poszukiwaczom, gdy ich oczom ukazała się zakopana metalowa kana po mleku.

Źródło: fanpage Kujawsko-Pomorskiej Grupy Poszukiwaczy Historii

Łącznie znaleziono ich cztery. W nich ukryto dobytek miejscowego szkutnika. Wszystko to, czego niemieccy mieszkańcy nie mogli zabrać w dniu przymusowego (zapewne) wyjazdu, który wydarzył się przed 1950 rokiem. To prawdziwy skarb, chociaż nie ze złota…

„Co w tamtym momencie uznano za ważne”

Kany to prawdziwe „kapsuły czasu”. W pierwszej kanie odkryto między innymi dokumenty i buty ze świeczkami w środku, owinięte gazetami w języku niemieckim, datowanymi od 1935 do 1942 roku.

Piękne dwie sukienki, marynarka z otwartą paczką papierosów (niemieckich) w kieszeni, kamizelka, buty męskie, kapelusz damski, rękawiczki damskie, chusteczki z monogramem A(maila) S(toyke), szpulki nici w materiałowych woreczkach, elementy maszyny do szycia, buteleczka perfum – podali pracownicy Archiwum Państwowego w Toruniu, którzy dokonali ekspertyzy.

Źródło: fanpage Muzeum Etnograficznego w Toruniu

W jednej kanie, znajdował się też tajemniczy notes, który ratują konserwatorzy z Archiwum Państwowego w Toruniu.

Łódź dopływa do brzegu

Znaleziony depozyt pozwolił historii zatoczyć koło.

- Kilka znalezionych przy warsztacie Stoyke gwoździ zostało wykorzystanych przy budowie pierwszej w Polsce, współczesnej repliki łodzi z warsztatu uznanych szkutników z Silna – pisze Rafał Kmieć autor publikacji „Sileńska krypa – łódź z Silna”.

Wykonawcą łodzi był Tomasz Szczęsny, znawca tematyki wiślanej (Szkutnia Wolna Wisła), autor publikacji „Budowa dawnej łodzi wiślanej”.

Współczesna łódź stanęła w Silnie. Fot. Marcin Czajka

Łódź „zacumowała”  (w dniu 27 listopada 2020 roku) i można ją podziwiać na rozwidleniu ul. Toruńskiej i Wiślanej w Silnie. Jest to miejsce reprezentatywne dla Silna. Drogi tworzą „trójkąt” nawiązujący do „Drewenzwinkel”, a łódź jest dobrze widoczna z drogi. Stanęła obok dawnej szkoły z lat międzywojennych i na pograniczu obszaru Natura 2000 „Nieszawska Dolina Wisły”.

Drewno nam bliskie

Budowa łodzi zaczyna się już od gromadzenia materiałów.

- Najtrudniej jest zdobyć odpowiednie konary/krzywulce które po przetarciu w plastry będą służył za materiał na wręgi – pisze współczesny szkutnik Tomasz Szczęsny.

Wręgi, czyli ożebrowanie, łączące dno i burty, wytwarza się z naturalnie wyrosłych na drzewie krzywulców. Trójpasmowe poszycie, było robione z bardzo cienkich i szerokich desek sosnowych.

Materiał na wręgi widoczny w warsztacie twórcy repliki - Tomasza Szczęsnego

- Potrzeba dwie deski o szerokości 35 cm - na długości 8 m. Pozostałe już mogą mieć ok. 27 cm. Wystarczała jedna sosna, ale odpowiedniej grubości – mówi Tomasz Szczęsny.

Jeśli chodzi o gatunki drzew to kadłub tj. dno i burty wykonywano najczęściej z sosny. Natomiast detale takie jak wręgi, fudy (tył łodzi) czy „dziub” z drzewa twardego.

- Najczęściej był to dąb. Po II WŚ z braku dostępnego surowca, wykorzystywano inne gatunki twarde np. akcję, a nawet gatunki drzew owocowych – mówi Artur Trapszyc z Muzeum Etnograficznego w Toruniu.

  „Łódź  sztojkowska”   - replika wykonywana w Szkutni Wolna Wisła przez Tomasza Szczęsnego.  Fot   Rafał    Kmieć

Do wykonania łodzi potrzebne było drewno odpowiednio twarde, sprężyste i nie gnijące. Wyszukiwano krzywe dęby i twardą sosnę, czyli wąskosłostą o małych przyrostach, rosnącą na słabych, wydmowych glebach. Może dlatego zakład stolarski szczycił się jakością swych wyrobów, mając pod ręką taki właśnie budulec?

- Lasy Nadleśnictwa Dobrzejewice do dziś cechuje niska jakość techniczną surowca drzewnego. Nadwiślańskie dęby często posiadają krzywizny, a sosny wąskie słoje przyrostu rocznego – czyli duży udział twardego drewna późnego. Dla współczesnych drzewiarzy nie zawsze jest to atrakcyjny surowiec, ale jak widać tradycyjne rzemiosło zapewne doceniało pobliski, regionalny materiał. I w pełni ekologiczny, odnawialny. Lasów nad Wisłą, w okolicach Silna jest dziś zdecydowanie więcej niż w czasach warsztatu Ernesta Stoyke. – mówi Paweł Nas, Nadleśniczy Nadleśnictwa Dobrzejewice.

„Drewno na łódź rośnie jako mokre, obrabiane jest na mokro, a potem w wodzie żyje mokro”

Szkutnictwo tradycyjne to umiejętność pracy w mokrym drewnie przy jednoczesnym wykorzystaniu jego naturalnych cech. Umożliwia to m.in. sposób łączenia desek za krawędź styku. Wysychanie powoduje kurczenie się całej powierzchni zbitych desek. Drewno sezonowane w klasycznym tego słowa znaczeniu, stwarza poważne kłopoty, a nawet uniemożliwia prace szkutnicze. Dzisiejszych leśników fascynuje ówczesne: rzemieślnicze podejście do drewna.

- Tradycyjne szkutnictwo to: ściąganie desek w celu naprężania i nadawania kształtu, formowanie, obciążanie kamieniami, polewanie, czekanie – po to żeby powstawały łuki. Cóż za kunszt! - mówi jeden z leśników z Dobrzejewic.

W tradycyjnym szkutnictwie wszystko, od wyboru drzewa, po pracę w drewnie - to indywidualne podejście. Wielogodzinne formowanie krzywizn. Nic nie przychodziło szybko, ani łatwo. 

 

Ponadto deski łodzi muszą być odpowiednio przetarte - żeby połączone dwie tarcice tworzące dno miały taki sam lustrzany rysunek słoi. Chodzi bowiem o równomierne wyginanie i uniemożliwienie paczenie się desek w trakcie przesychania. Środek pnia (tam jest rdzeń i najwięcej twardzieli) idzie na dno.

Ściąganie i przybijanie wykonuje się na specjalne gwoździe: hufnale. Gwoździe są płaskie i miękkie, co jest bardzo ważne przy formowaniu i naprężaniu kadłuba - nie powodują bowiem pękania drewna.

Drewno to jednak supersurowiec!

Antykonsupcjonizm

Inicjatywa i cel podjęty przez Stowarzyszenie Nasze Silno to przypomnienie zapomnianych fachów.

Czego można się nauczyć z tej historii?

Na pewno tolerancji i na pewno szacunku dla ludzkiej pracy. Ludzie żyli kiedyś wolniej. Mniej posiadali. Najcenniejsze rzeczy były to te, do użytku codziennego. Łodzie były tym, czym są dla nas dziś samochody. Wyrabiane były w pocie czoła przez wiele godzin. I służyły na długo.

W tym wszystkim niezwykle ważne pozostają relacje międzyludzkie.

Współczesne Silno to mieszanina „rdzennych’ mieszkańców i napływowej ludności, często pracującej w Toruniu. Jak widać, można żyć „pod jednym dachem” bardzo się różniąc. I tworzyć nową, piękną historię…

 

Mieszkańcy Złotorii na łodziach zbudowanych w warsztacie p. Stoyke, 1942 r. Fot. ze zbiorów Pani Elżbiety Szczepaniec

 

Wiecej filmów na stronie: http://naszesilno.org/

Zdjęcia historyczne pochodzą z publikacji: „SILEŃSKA KRYPA” – ŁÓDŹ Z SILNA" OPRACOWANIE SPOŁECZNO-HISTORYCZNEDOTYCZĄCE ŁODZI Z WARSZTATU SZKUTNICZEGO RODZINY STOYKE, autor: Rafał Kmieć.